Nie uwierzysz, jak ona buduje. Jak ona nakierowuje na wskazany cel. Jaką ona ma siłę. Jak mogę Ci to udowodnić? Jak mogę to stwierdzić? Pracuję z dziećmi od około 17 lat. Kiedyś w swojej pracy stosowałem system „plusów” i minusów”, oceniających wkład i pracę na lekcji wychowania fizycznego. Pamiętam sytuację, kiedy po wejściu do szatni, ujrzałem stertę ubrań porozrzucanych po ziemi. Porozmawiałem o tej sytuacji z uczniami. Wyjaśniłem im, że ich rodzice, poświęcają godziny pracy, na zakup ich ubrań, zabawek etc. Dałem im zadanie matematyczne. Ile rodzic musi przepracować godzin, jeżeli zarabia 40zł/h, a koszt spodni to 160 zł. Wspomnę tylko, że byli to uczniowie klasy 4 szkoły podstawowej. Szybkie wyliczenia w głowie i wynik 4h. 4h, czyli pół dnia rodzice spędzić muszą w pracy, aby zakupić nowe spodnie. Chwila ciszy i powrót do szatni, aby powiesić swoje ubrania. Oh, jak dobrze się czułem to tej perorze, którą wygłosiłem. Na pewno więcej tak nie postąpią. W końcu to był świetny przykład. Dumy z rozmowy jaką z nimi przeprowadziłem,  powróciliśmy do lekcji. Na drugi dzień ponownie postanowiłem sprawdzić porządek w szatni. Pewien, iż moja perora odniosła sukces wszedłem do szatni. I tu jakby mnie zamurowało. Moja przemowa nic nie dała. A przecież była taka fajna. Wszystko ponownie na ziemi. Co jest? Przecież wczoraj im wszystko „tak ładnie” wyjaśniłem. No to czas na konsekwencje. Wyciągam zeszyt i oprócz dwóch osób, których rzeczy wiszą na wieszakach, reszta otrzymuje minusy. Krótka rozmowa moralizatorska i zdenerwowany wychodzę z szatni. Na kolejnej lekcji z tą klasą ponownie postanawiam odwiedzić szatnię. W myślach przekonany, że klasa spodziewa się mojej wizyty, jestem pewien, że wszystkie ubrania są powieszone. I tu znowu szok. Kilka osób, które miały powieszone rzeczy wcześniej, mają je dalej powieszone, ale zdecydowana większość nie. Ponownie minusy. Nauczycie się (a może nie?). Wychodzę z szatni i nie wiem co mam pomyśleć. Czy oni są głupi głusi. Przecież wiedzieli, że wejdę ponownie do szatni? Czy oni mnie nie szanują? Przecież z nimi rozmawiałem na ten temat? A może ze mną jest coś nie tak? Trzeba coś zmienić – pomyślałem. Jeżeli ta droga nie prowadzi do założonego celu, muszę wymyślić coś innego. Na kolejnej lekcji wchodzę do szatni. Jak zawsze ta sama „ekipa” powiesiła rzeczy na wieszakach. Reszta „kulturalnie złożyła” swoje ubrania na ziemi. Tym razem, bez żadnej rozmowy moralizatorskiej uśmiecham się do klasy i wstawiam plusy osobom, które swoje rzeczy powiesiły. Cisza i zdziwienie na twarzach pozostałych. Podziękowałem im, że wysłuchali i zastosowali się do moich wcześniejszych informacji, po czym opuściłem z całą klasą szatnię i pomaszerowaliśmy na lekcję. Kolejna wizyta następnego dnia w szatni przechodzi moje najśmielsze oczekiwania. Jedna osoba nie powiesiła ubrań na wieszakach. Reszta wisi. Oczywiście nagroda w postaci plusów oraz podziękowania i gratulacje dla klasy.

Drugi przykład.

Lekcja wychowania fizycznego. Zbiórka, sprawdzenie obecności i przechodzimy do ćwiczeń. I widzę ponownie (bo to nie pierwszy raz) jak Patryk (imię przypadkowe) rozmawia, wygłupia się. Nie bagatelizuję takiego zachowania. Od razu z mojej strony popłynęły słowa w kierunku przeszkadzającego. Słowa spokojne, bez gniewu – „Patryk jest mi bardzo przykro z powodu Twojego zachowania. Ja staram się dla Was przeprowadzić ciekawą lekcję, czytam artykuły, aby zajęcia były dla Was jak najbardziej motywujące, a Ty swoim zachowaniem mi przeszkadzasz. Będę wdzięczny jak zmienisz swoje zachowanie”. Oczywiście podobne sytuacje zdarzały się w innych klasach. Kiedy miałem takie sytuacje zawsze spokojnie przedstawiałem swoje stanowisko wobec takiego zachowania. Nie przynosiło to jednak zamierzonych rezultatów. Wręcz przeciwnie. Zwróciłem uwagę, że część chłopców zaczęła zachowywać się jak Patryk. Ta droga, którą podejmowałem nie przynosiła pozytywnego rozwiązania. Postanowiłem zmienić moją drogę postępowania. Na kolejnych lekcjach, kiedy zdarzały mi się takie sytuacje, natychmiast wyszukiwałem z grupy najgrzeczniejszą i najlepiej pracującą osobę. Wówczas przerywałem na chwilę lekcję, albo mówiłem tak, aby wszyscy mnie słyszeli. „Paweł (imię przypadkowe) cieszę, że jesteś w tej klasie. Świetni mi się z Tobą pracuje. Widzę Twoje zaangażowanie i starania. Dla takiej osoby jak Ty, to czysta przyjemność być nauczycielem”. I dalej prowadziłem lekcje. Obserwowałem czy coś się zmieniło. Po chwili słyszałem. „Panie Łukaszu, a ja dobrze robię”. „Panie Łukaszu może mi Pan to jeszcze raz pokazać”. Panie Łukaszu co muszę zrobić, aby to lepiej wykonać”. Bam. Znalazłem drogę. Idę nią. Moje pochwały nie były sztuczne. Osoba, która je usłyszała naprawdę na nie zasługiwała.

Ja zmieniłem swoje postępowanie. Ja poszedłem inna drogą. Ja jej szukałem. Nie czekałem, aż okoliczności się do niej dopasują.

Szukaj Drogi, która doprowadzi Cię do zamierzonego celu. Czasami nasze cele nie zostają zrealizowane przez złą drogę jaką w życiu obieramy. Szukaj jej. A następnie wplataj w życie i realizują ją. Dalej nie przynosi określonego wyniku. Szukaj jej dalej, dalej, dalej, dalej. Wreszcie znajdziesz.