Nigdy nie mów tego dziecku.

Piszę o tym, ponieważ w moim życiu miałem do czynienia z tą sytuacją już wiele razy. Jeżeli byłyby to pojedyncze przypadki, nie poruszyłbym tego tematu. Boli mnie jednak serce, kiedy widzę dzieci, do których kierowane są te słowa.

Nigdy nie mów tego dziecku.

Lubię pisać o swoich doświadczeniach, jakie zbierałem i zbieram podczas pracy z dziećmi i ich rodzicami. Słucham słów rodziców i obserwuję reakcję ich pociech. Miło jest widzieć tych rodziców, którzy swoim słownictwem zachęcają dzieci do podejmowania prób, wypychają ich na „głębię” pomimo dużego prawdopodobieństwa pojawienia się błędów (o błędach możesz przeczytać w jednym z moich wpisów), pomimo dużego prawdopodobieństwa „zachłyśnięcia się podczas pierwszej próby pływania w miejscu, gdzie nie ma gruntu”. To co w tym jest najważniejsze, to te rodzicielskie zachęcenie, po prostu spróbuj. Czasami można wtedy zobaczyć w spojrzeniach dzieci pytanie: „a jak nie wyjdzie?”. Świadomy rodzic kładzie wówczas rękę na ramieniu dziecka jak mówił „to ja przy Tobie jestem”. Nie ważny jest wynik. Ważne, że rodzic będzie wspierał swoje dziecko.

Nigdy nie mów tego dziecku.

Cieszę się, że te „pozytywne” sytuacje mają miejsce w naszym życiu. Że istnieją tacy rodzice, którzy swoim słowem i gestem budują poczucie pewności siebie u swojego dziecka. Niestety również w mojej pracy mam do czynienia z tymi „mniej wspierającymi” rodzicami.

Historia, którą opiszę przebiegła mniej więcej tak.

Jak wiecie organizuję wyjazdy wyprawy rowerowe dla dzieci i młodzieży, a także i rodzin. Nie są to zwykle kolonie dla dzieci, ale prawdziwa przygoda życia. Na rowerach pokonujemy dziennie ok. 30-40km z całym ekwipunkiem. Śpimy w namiotach, które notabene przewozimy na swoich rowerach i każdego dnia składamy opuszczając nasz kamping i rozkładamy przybywając na nowy. Wspólnie gotujemy posiłki z zakupionych po drodze produktów, w oparciu o przepisy naszych uczestników (kiedyś napiszę artykuł na blogu, o tym, jakie wnioski wyciągnął jeden z uczestników naszej wyprawy). To co nas (zespół MLSPORT) bardzo cieszy, że uczestnicy naszych wypraw wyjeżdżają z nami ponownie, a co również jest miłe, to to, że polecają nasze wyjazdy swoim znajomym.

Przed wyjazdem robimy spotkania informacyjne dla rodziców z dziećmi (zarówno dla tych, którzy są pewni wyjazdu z nami, jak i dla tych, którzy chcieliby zobaczyć „z czym to się je”). Pada wiele pytań dotyczących ilości ubrań, wyposażenia roweru, miejsca noclegów, transportu etc. I tu przechodzę do clou. Dosyć często po takich spotkaniach przychodzą do mnie rodzice z kilkoma pytaniami indywidualnymi. Wyjaśniam wszystko tak, aby nie było żadnych niedomówień i niejasności. Widzę błysk w oczach dziecka na czekającą go wakacyjną przygodę. Na to, że spędzi czas z kolegami i koleżankami, którzy w zeszłym roku byli również z nami na wyjazdach. I wtedy pojawiają się te słowa ze strony rodzica:

„Moje dziecko nie da rady”

Ani ja, ani szczególnie ono (dziecko) nie spodziewało się takiej informacji. I wtedy to bardzo dobrze zobaczyć na jego twarzy. Czasami mam ochotę nagrać ten moment na kamerę o pokazywać rodzicom, ku przestrodze. Reakcja dziecka:

– znika uśmiech,

– linia barków obniża się,

– oczy stają się zaszklone,

– na początku wzrok skierowany na rodzica, jakby pytał „dlaczego?”

– później wzrok i głowa opada,

Wtedy przerabiam w głowie, co mogło być powodem takiej reakcji rodzica.

Pieniądze?

Nie. Znam go i wiem, że to nie stanowi problemu.

Obawa, że może się coś stać? (czasami odcinki dojazdowe pomiędzy ścieżkami rowerowymi są drogami publicznymi).

Wydaje mi się, że nie ponieważ dziecko dojeżdża rowerem samodzielnie do szkoły.

Dziecko ma słabą kondycję fizyczną?

Mamy spotkanie 2-3 m-c przed wyjazdem – można się zawsze przygotować.

Dziecko jest za młode?

Jeździli z nami 10 latkowie i pokonywali dystanse 80 km.

Dziecko ma problemy zdrowotne?

Mieliśmy osoby z astmą oraz bardzo ostrą nietolerancją pokarmową.

To co takiego powoduje taką reakcję rodzica? A raczej co powoduje wypowiedzenie tych słów.

Brak wiary we własne dziecko?

Rozumiem decyzję niechęci dziecka do wyjazdu. Rozumiem wszelkie obawy rodziców, które powyżej wymieniłem. I jakbym uzyskał jedną z tych odpowiedzi zrozumiałbym ją i przyjął do wiadomości.

Wybaczcie mi, ale nigdy nie zrozumiem odpowiedzi:

„Moje dziecko nie da rady”

Może być jeszcze gorsza sytuacja dla dziecka, niż tą, którą opisałem. W tej rodzic podszedł indywidualnie do mnie z dzieckiem. Zdarzały się sytuacje, kiedy rodzic z końca sali (podczas naszego spotkania) wykrzykiwał:

„Moje dziecko nie da rady”

I nie chodzi tu tylko o sytuacje związane z wyjazdem na obóz. Tak jak pisałem, takie zdarzenia nie były pojedyncze i zdarzały się również mi będąc nauczycielem.

Robimy z orłów mogących w przyszłości wzbijać się w przestworza kury, a później dziwimy się, że nie potrafią samodzielnie latać.

Rolą rodzica jest uskrzydlać dziecko, a nie podcinać mu lotki”.