Jak rozwiązywać konflikty, które dotyczą naszych dzieci.

Jak rozwiązywać konflikty?

Takie pytanie zadaje sobie prawie każdy rodzic i nauczyciel, i na pewno z chęcią daliby worek złota, aby otrzymać niezawodną receptę.

Przez wiele lat pracy jako nauczyciel oraz jako trener spotkałem się z wieloma sytuacjami konfliktowymi, jakie się pojawiały pomiędzy uczestnikami moich zajęć.

Część z nich niestety nie udało mi się rozwiązać (szacuję około 20% konfliktów), ale znacząca ich część, miała pomyślne zakończenie (szacuję około 80%).

Byłem przynajmniej o tym przekonany przez dłuższy okres mojej pracy, jako nauczyciel. Po wielu latach pracy i zdobywania doświadczenia uświadomiłem sobie, iż w tej materii w 100% poniosłem porażkę. Dlaczego?

Bo to ja rozwiązywałem konflikt, a nie jego uczestnicy. W takim razie jak rozwiązywać konflikty?

Ale jak ja przyjemnie się czułem,

kiedy narzucone przeze mnie działania przynosiły „skuteczne efekty”. Oh, byłem z siebie dumny  i chodziłem z wypiętą klatą jak paw.

Do czasu.

Do czasu kiedy uświadomiłem sobie, że robię z dzieci „kaleki”. Czy moje działania uczyły ich rozwiązywania konfliktów na przyszłość, czy tego, że będzie ktoś w pobliżu, kto zajmie się tym za nich.

Obrałem inną drogę.

Jak rozwiązywać konflikty?

Jeżeli ja mam nie zajmować się rozwiązywaniem problemów i jednocześnie uczyć dzieci samodzielności w podejmowanych działaniach, to jedynymi osobami uczestniczącymi w odnalezieniu rozwiązania mają być one – dzieci.

Pamiętam, jak pierwszy raz podjąłem próbę rozwiązania konfliktu stosując tą metodę.

Tzn. nie ja rozwiązywałem konflikt.

Podczas prowadzonych zajęć piłki nożnej (dzieci w wieku 5 lat) doszło do konfliktu pomiędzy dwoma uczestnikami. Jeden z nich Maciej (imiona zmienione), kopnął (incydentalnie) kolegę Wojtka. Wojtek zaczął płakać i nazwał Maćka głupim. Sytuacja miała miejsce na końcu zajęć. Gwizdnąłem faul, ale jednocześnie zakończyłem pojedynek pomiędzy drużynami. Dwóch chłopców poprosiłem do siebie, a reszta drużyny zajęła się uporządkowaniem sprzętu po treningu.

Cała sytuacja była dostrzeżona przez rodziców dzieci.

I tu należą się ogromne brawa dla rodziców, którzy nie wkroczyli w konflikt pomiędzy chłopcami, ale usunęli się w kąt pozostawiając nas samych. Wtedy postanowiłem wykorzystać tą metodę. Uklęknąłem przed chłopcami, aby nie czuli się, że stoi nad nimi „wyrocznia” i powiedziałem:

– Chłopcy widziałem całą sytuację jaka zaszła pomiędzy Wami. Jednocześnie uważam, że jesteście na tyle dorośli, że możecie ją samodzielnie rozwiązać. Wierzę, że sobie spokojnie poradzicie i znajdziecie wyjście. Teraz idę do magazynku, złożyć cały sprzęt, a po około 4 minutach wrócę i wówczas chciałbym usłyszeć od Was co postanowiliście.

Chłopcy byli zdziwieni moją postawą. Spojrzeli na siebie, a ja udałem się „do magazynku”. Tak naprawdę stanąłem za ścianą i słuchałem co ci 5-cio latkowie wymyślą. Przez około 20 sekund trwała cisza. Wówczas pierwszy zaczął Maciek:

– przepraszam za to, że Cię kopnąłem, chciałem kopnąć piłkę.

Wojtek odpowiedział:

– a ja przepraszam, że powiedziałem, że jesteś głupi. Więcej tak nie powiem.

Po czym podali sobie ręce. Ja w tym samy czasie wyszedłem z „magazynku” i spytałem jakie kroki podjęli.

 M: ja przeprosiłem Wojtka, chciałem kopnąć w piłkę, a nie jego nogę.

W: ja również przeprosiłem Maćka, za to, że powiedziałem, że jest głupi. Więcej tak nie będę robił.

To byli 5-cio latkowie. Podziękowałem im, powiedziałem, iż jest mi niezmiernie miło prowadzić treningi z tak odpowiedzialnymi osobami, po czym pożegnaliśmy się i chłopcy wspólnie udali się do szatni, jeszcze po drodze ze sobą rozmawiali, tak jakby konflikt pomiędzy nimi nigdy nie miał miejsca.

Kilka minut potrzebowałem, aby dojść do siebie. Nie mogłem uwierzyć, że to działa.

Od tej pory nie rozwiązuje konfliktów pomiędzy dziećmi. To ich pole działania, na którym się wykazują.

Wtedy zrozumiałem, że mogę być dumny jak paw, bo to dzieci rozwiązały problem, a nie ja.