Nie. To coś, o wiele więcej wartościowego.

Będąc jeszcze nauczycielem, jeden z rodziców dziecka, którego miałem przyjemność uczyć, poprosił mnie o spotkanie. Miało dotyczyć nieodpowiedniego zachowania, zarówno w szkole, jak i poza nią oraz słabych wyników w nauce jego syna. Wspólna rozmowa potwierdziła nam, iż pojawiły się oszustwa o ocenach, podrabianie podpisów, brak przekazywanych uwag do rodziców. Postanowiliśmy wspólnie poszukać rozwiązania tego problemu. Po wstępnej rozmowie i przekazaniu wspólnych spostrzeżeń dotyczących chłopca, poprosiłem rodzica o informacje w jaki sposób współpracują z dziećmi w domu, jakie zasady wychowawcze panują, jakie konsekwencje muszą ponosić, etc. Wspomnę tylko, iż oboje rodziców pełnili kierownicze stanowiskach w korporacjach, a to wiązało się z wyjazdami, bądź długim dniem pracy. Rodzic powiedział mi, iż mają system “nagród i kar”, którego zadaniem jest zmotywowanie dzieci do “lepszej” pracy. Oparty on był na ocenach, które dzieci przynoszą ze szkoły. Nie przytoczę go w dosłownie, ale polegał on m.in. na tym, iż dzieci za ocenę 6 – mogą wybrać sobie grę, którą następnie rodzice im kupią, za 5 – pooglądać tv, o określonej ilości czasu, za 4 – pograć 1h na komputerze. Oceny 3, 2, 1 automatycznie wiązały się z ograniczeniem do minimum korzystania z telewizora, z komputera i gier.

Osobiście uważam, iż takowy system motywacyjny kojarzy mi się z korporacją, gdzie poszczególne stopnie premii pieniężnych, przyznawane są na postawie osiągnięcia poszczególnych szczebli wynikowych/sprzedażowych. O ile sprawdza się to w pracy, o tyle (moim skromnym zdaniem) nie powinno być to przekładane na wychowanie. Przekazałem swoją opinię rodzicowi.

W związku z tym, iż jestem osobą, która musi spokojnie przemyśleć dany problem (w ciszy, samotnie), poprosiłem rodzica o spotkanie po trzech dniach. Przez te 3 dni każdego ranka, zastanawiałem się jakie najważniejsze “rzeczy” otrzymałem od swoich rodziców, co sprawiło mi największą radość, co stanowiło i stanowi dla mnie największą wartość. Podczas naszego kolejnego spotkania przedstawiłem mu moją własną krótką historię.

Pamiętam kiedy byłem dzieckiem moim marzeniem było posiadanie komputera (był to początek lat 90). Commodore C64 –  jeden z pierwszych jaki wyszedł na rynek. Nie minął rok, kiedy taki komputer otrzymałem od swoich rodziców w prezencie. Byłem szczęśliwy.

Kolejnym moim marzeniem, był rower górski. Rok 1995. Posiadanie takiego roweru, wzbudzało podziw wśród kolegów na podwórku i stanowiło niesamowitą frajdę podczas pokonywania leśnych tras i małych hopek. Po około roku otrzymałem prezent od rodziców. Byłem szczęśliwy.

Kiedy poszedłem na studia moi rodzice zmieniali samochód na nowszy. Wtedy pomyślałem sobie, iż super byłoby, aby stary samochód podarowali mi. Tak też się stało. Mój pierwszy samochód. Łał, to było coś. Byłem szczęśliwy.

Wszystkie te otrzymane prezenty bardzo mnie ucieszyły. Niemniej jednak, siedząc dłużej w ciszy, wsłuchując się we własne myśli, przywołując moje wspomnienia, doszedłem do wniosku, iż otrzymane prezenty (rzeczy materialne) to były tylko małe krople w morzu miłości, kiedy:

– tato chodził ze mną po pracy uczyć mnie grać w piłkę

– tata po pracy uczył mnie jazdy na rowerze

Mogę sobie wyobrazić, iż (w obu przypadkach) po pracy był zmęczony. Ja zjadałem szybko swój obiad i stałem nad jego głową, pospieszając go, aby i on zjadł go szybciej, aby mógł pójść i uczyć mnie tych czynności.

– kiedy byłem chory, mama spędzała nad moim łóżkiem wiele godzin, trzymając rękę na moim czole, abym wiedział, że jest przy mnie, pomimo tego, iż rano szła do pracy.

To są tylko 3 przykłady, ale tyle wystarczyło mi, aby zrozumieć, co tak naprawdę w życiu jest ważne. Dzisiaj moi rodzice mogą mi kupić komputer, rower, samochód, ale nie są w stanie podarować mi tego czasu, kiedy podarowali kiedy byłem dzieckiem. A więc nie prezent, rzecz, podarunek stanowią wartość, o której dziecko będzie pamiętało, ale czas, który spędził z nim rodzic. Czas, który już nigdy więcej nie wróci.

To jak potoczyła się dalsza historia z rodzicami i dziećmi pozostawię już dla siebie.

Wam co mogę poradzić. Wyłączcie komputer i idźcie do swoich pociech/bliskich. Nie traćcie czasu.