To jest chyba ulubiony rozdział w mojej książce. Błędy – to sformułowanie ma w naszym świecie i w głowach większości ludzi negatywny wydźwięk. Kto nam to włożył w nasz umysł? Jestem byłem nauczycielem i widzę, jak ten wydźwięk powoduje, że dzieci nie chcą podejmować prób. Dlaczego? Bo popełniony błąd związany jest z krytyką ze strony nauczycieli, kolegów oraz rodziców . A czym jest błąd? Uważam, że jest głównym elementem nauki. Jeżeli zabraniam dziecku popełniać błędy, to zabraniam mu się jednocześnie uczyć.

Zawsze na pierwszej lekcji z nową klasą (było to głównie na początku każdego roku szkolnego) przekazywałem dzieciom następującą informację: “U mnie na zajęciach macie obowiązek popełniania błędów”. Przeważnie wtedy słyszałem szepty: “Pan się przejęzyczył”. Wówczas powtarzałem: “Tak dobrze usłyszeliście. U mnie na zajęciach macie obowiązek popełniania błędów, o ile nie będziecie ich popełniać celowo. Jeżeli nie potrafisz kozłować piłki, pokaż mi, że nie umiesz, jeżeli nie umiesz stać na rękach, pokaż mi to.” I dzieci ćwiczą, pokazują mi jak nie potrafią tego wykonać, a z czasem … (u jednych przychodzi to szybciej, u drugich wolniej) wykonują te działania bez błędów.

Tłumaczę dzieciom, że jeżeli chcesz się czegoś nauczyć to musisz popełnić wiele błędów (wiele razy ci to nie wyjdzie), i im więcej błędów popełnisz w w krótszym czasie, tym szybciej się tego nauczysz. W mojej pracy trenera piłki nożnej i nauczyciela wychowania fizycznego zauważyłem, że znacząca większość dzieci nie próbuje podejmować wykonywania zwodów, szczególnie w grze. O ile w treningu bez przeciwnika podejmują to działanie, o tyle, gdy pojawia się przeciwnik, próba tego wykonania, rzadko jest podejmowana. Któregoś dnia podczas gry treningowej chłopcy mieli za zadanie zamiast zdobywać bramki, wykonywać zwody. Każdy wykonany zwód na przeciwniku (skuteczny, czy nie) skutkował tym samym, co strzelona bramka w prawdziwym meczu. Po około 15 min. zatrzymałem grę. Wszyscy siedliśmy. Moje pytanie dotyczyło liczby wykonanych zwodów. Odpowiedź brzmiała w większości wypadków 1, 2 góra 3 zwody (w czasie 15 minut gra 4×4). I tu skierowałem kolejne pytania do moich zawodników. Dlaczego wykonują tak małą liczbę zwodów? Co powoduje, że się przed tym powstrzymują? Głównie powtarzającą się odpowiedzią było, że ten element jest bardzo trudny. I tu z nimi się w 100% zgadzam. Ale przecież mówiłem im, że skuteczność zwodów nie ma dla mnie znaczenia. Mają podejmować próby, więc nie powinni się przejmować efektami. Wówczas jeden z zawodników powiedział (a pozostali mu przytaknęli), że kiedy zwód im nie wyjdzie, to koledzy się z nich śmieją (nie tylko na treningu, ale również poza boiskiem), więc wolą nie podejmować prób. Wówczas uświadomiłem im jak wielką krzywdę wyrządzają sobie samym i kolegom zachowując się w ten sposób. Od tego momentu, jeszcze bardziej zacząłem chwalić próbę podjęcia tego elementu, nawet w nieudanym przypadku. Chłopakom wyjaśniłem, że jeżeli otoczenie śmieje się z nich dziś (uśmiech sardoniczny), to po pewnym czasie, te same osoby też będą się śmiały (uśmiech podziwu) z powodu opanowanych przez nich umiejętności. Nastąpiła w nich natychmiastowa zmiana. Nie bali się prób podjęcia zwodów. Wielokrotnie tracili piłkę (przeciwnik im zabrał, bądź sami ją tracili), upadali – z mojej strony ciągle dostawali wsparcie. I po pewnym czasie, liczba wykonanych i efektywność ich zwodów zaczęła rosnąć. Sami zauważali, jak o wiele łatwiej i skuteczniej im to wychodziło. Najlepszym znakiem tego były okrzyki kolegów „łał”, „jak on to zrobił”, „mógłbyś mi to jeszcze raz pokazać” itp.. Ogromną przyjemnością było widzieć ich dumne twarze, ukryte uśmiechy cisnące się im na usta z powodu radości, że te elementy im wychodzą.

 Dlatego kocham ten zawód. Z powodu radości jaką mogę sprawić moim wychowankom. Widzę jaką dumą napełnia ich opanowanie nowej umiejętności. To jest coś co motywuje mnie każdego dnia do wstania rano i podejmowania kolejnych prób (mimo, iż popełniam błędy).

I krótki przykład dotyczący popełniania błędów. Wyobraźmy sobie dziecko, które podejmuje próby podjęcia nauki chodzenia. Czy od razu wstaje i idzie? NIE. Z czym jest związany początek procesu chodzenia? Z tym, że dziecko wielokrotnie upada (popełnia błędy), aż wreszcie opanuje chód. A co robi rodzic widząc próby i upadki dziecka. Uśmiecha się do niego, klaszcze w dłonie, chwali go, bierze na ręce i całuje, krzyczy brawo itp. Czyli inspiruje go do podejmowania kolejnych prób. Po co? Żeby się tego nauczył. I po pewnym czasie co robi dziecko? Samodzielnie wstaje, przemieszcza się (i dopiero wtedy pojawia się problem :). Pamiętajmy o tym, że nie wszystkie dzieci uczą się chodzić w tym samym dniu swojego życia. Jednym przychodzi to szybciej, innym nieco później. Tak samo jest w pozostałych obszarach naszego życia i nie tylko wtedy kiedy są dziećmi.

Bądźmy więc w swoim życiu jak rodzice dziecka uczącego się chodzić. Wspierajmy nasze dzieci (i samych siebie) za podejmowane próby, a efekty naszych prób wcześniej, czy później pojawią się.